Lubię czytać książki dla młodzieży choć sama już dawno się do niej nie zaliczam. Lubię też czytać książki dla dzieci :) i zawsze staram się pamiętać do kogo są skierowane, i jakie wymagania ma dana kategoria odbiorców wobec wybranych treści. Staram się. Ale czasem mi to nie wychodzi. Miałam taki problem z "Firstlife". Niby wiem, że główną bohaterką jest nastolatka, a więc muszą pojawić się wszystkie te sercowe rozterki, niezdecydowanie oraz burze hormonów, które kompletnie przysłaniają rozsądek. Spodziewam się tego w książce dla nastolatków. To nieodzowna cześć tego co określa się mianem New Adult. Ale tym razem bardzo żałuję, że autorka nie uczyniła swej bohaterki nieco starszej i dojrzalszej, wydaje mi się bowiem, że wszystko to przesłoniło i popsuło naprawdę świetny pomysł na ciekawą fantasy.
Pomysł był intrygujący - pierwsze życie, jest właśnie tym, PIERWSZYM życiem, po nim bowiem jest to ważniejsze, a na pewno znacznie dłuższe (ale nie wieczne) drugie życie. Można je spędzić w jednej z dwóch sfer, antagonistycznych i zwalczających się nawzajem. A co ważniejsze, każdy dysponuje prawem wyboru do którego miejsca trafi po swojej śmierci. Jedyny warunek to zdeklarować się już za życia. A decyzja jest zobowiązująca i nieodwołalna. Taką decyzję musi podjąć nasza bohaterka szesnastoletnia Ten, a ponieważ obie sfery wierzą, że byłaby ona dla nich wyjątkowo cennym nabytkiem, wysyłają swoich przedstawicieli - dwóch intrygujących chłopaków - by przekonali ją do właściwej decyzji.
Muszę przyznać autorce, że starała się by jej podział na dwie sfery po śmieci nie był jednoznaczny z chrześcijańskim niebem i piekłem, i wymykał się jednoznacznemu podziałowi na dobro i zło. Starała się choć, nie do końca jej się to udało. Trojka to wojskowy styl, hierarchia, światło, miłość, braterstwo i szacunek dla życia. Miriada zaś, to siła, wolność, przyjemność i mrok. Taki bowiem obraz wyłania się z dość szczątkowych opisów jakie można odnaleźć w książce. Bardzo żałuje, że autorka nie poświęciła temu co uważam za najciekawsze więcej miejsca.
Chciałam prostej i przyjemnej lektury i taką dostałam, ale nie byłabym sobą, gdybym nie wytknęła jeszcze kilku detali. Wszyscy bohaterowie książki odznaczają się takim samym cyniczno-ironicznym poczuciem humoru. W ogóle są oni w zasadzie wszyscy bardzo podobni, by nie powiedzieć, że jednakowi. Po drugie obsesja Ten na punkcie liczb jest po jakimś czasie raczej irytująca, a sam pomysł wykorzystywany już wiele razy wcześniej, więc nie jest to nic oryginalnego. Po trzecie zaś, jeśli właśnie o oryginalność chodzi - cała pierwsza część książki jest bardzo podobna do "Dotyku Julii" Tehereh Mafi. Z tym, że niestety zacznie gorzej napisana.
Ogólnie choć „Firstlife” czytało mi się całkiem przyjemnie, to jednocześnie bardzo irytuje mnie niwykorzystany potencjał tej historii. Mam wrażenie, że autorka sama nie do końca wiedziała jak i gdzie poprowadzić akcję, wyszło więc coś bardzo chaotycznego. Postacie kręcą się w kółko, a Ten zwraca się raz w stronę jednej raz drugiej frakcji – w zależności co poopowiadają jej w danej chwili hormony.
"Firstlife" Gena Showalter, HarperCollins Polska 2017, tłumaczenie: Jacek Żuławnik, 432 strony.
Komentarze
Prześlij komentarz